Sarah Connor o Green Eyed Soul

29.11.2001 wp.pl // Maciek Rychlicki Sony Music Polska

W przypadku debiutów nieczęsto zdarza się, że po pierwszym singlu niemal od razu gotowy jest drugi, a przez cały czas na wydanie czeka dopracowany cały album. W przypadku SARAH CONNOR można chyba powiedzieć, że wszyscy byli pewni sukcesu od samego początku. Zaraszamy do przeczytania wywiadu z Artystką.

- Na podbój rynku muzycznego ruszasz przygotowana w 100%!

- Bardzo długo szukałam wytwórni płytowej, która byłaby zainteresowana nie tylko wydaniem mojego materiału, ale i promowaniem mnie “na dłuższą metę”. Bardzo upierałam się, żeby wykonywać też taki rodzaj muzyki, jakim mnie interesował, czyli soul/R&B. Pracę nad tą płyta zaczęłam już ponad rok temu i gdyby to ode mnie zależało, ukazałaby się już w czerwcu. Wytwórnia wolała jednak zaczekać, aż pierwszy singiel ‘Let’s Get Back To Bed – Boy!’ stanie się popularny, a moje nazwisko będzie kojarzone. Wielu debiutantów po niespodziewanym sukcesie swojej pierwszej produkcji faktycznie staje przed dylematem – dokończyć pracę nad całą płytą, czy wydać ją jeszcze na fali pierwszej popularności. Ja byłam przygotowana na sukces, ale jeszcze bardziej chciałam udowodnić wszystkim niedowiarkom, że można w Niemczech nagrać płytę z muzyką soul i że naprawdę może się ona podobać! Bardzo pomógł mi tutaj TQ – kiedy usłyszał moje utwory, od razu się nimi zainteresował i zaproponował, że zaśpiewa nie tylko na jednym, ale na dwóch kawałkach z płyty! Słucha takiej muzyki i jeżeli sam twierdzi, że coś jest dobre, to chyba można mu wierzyć?!


- Rozumiem, że na początku ‘Let’s Get Back To Bed – Boy!’ był utworem śpiewanym tylko przez ciebie?

- Tak! To, że będzie to jednak duet okazało się zupełnie przypadkiem!

- Czy uważasz tą płytę już za skończoną? Czy jeżeli jej słuchasz czujesz, że to albo tamto chciałabyś jeszcze poprawić, zmienić ?

- Jestem perfekcjonistką, bardzo krytycznie podchodzę do swojej twórczości. Jednak w przypadku tej płyty już wystarczająco długo doprowadzałam w studio moich producentów do szału… Czasami prosili mnie: “SARAH, my tę płytę musimy kiedyś wydać!” – ale do póki nie znaleźliśmy kompromisu, nie poddawałam się! (śmiech). Dlatego płyta ukazuje się dopiero w listopadzie. Nigdy nie jestem z czegoś w 100% zadowolona, ale teraz brzmi ona tak, jak brzmieć powinna. Nadszedł wreszcie moment, kiedy to ludzie zadecydują czy im się podoba, czy nie. Czekałam na to od dawna.

- Pierwsze dwie piosenki SARAH CONNOR były bardzo zmysłowe, wręcz seksualne, a tymczasem… trzeci singiel (‘From Sarah With Love’) to romantyczna ballada. Na płycie szykujesz więcej takich niespodzianek?

- Zawsze powtarzałam, że możecie słuchać ‘Let’s Get Back…’ i ‘French Kissing’, możecie nawet robić to, o czym opowiadam w tych piosenkach, ale istnieje jeszcze inna strona mojej osobowiści. Ballada ‘From Sarah With Love’ opowiada o moich własnych przeżyciach, jest romantycznym i niezwykle ważnym dla mnie utworem, dlatego kiedy okazało się, że będzie to trzeci singiel z płyty, bardzo się ucieszyłam. Poza tym, teraz jest chyba zapotrzebowanie na tego typu utwory – nadchodzą Święta… Chcę być znana także z innej perspektywy. Każda piosenka na płycie to jakaś historia. ‘When I Dream’ to bardzo spokojny kawałek, idealny do relaksacji. Inny – ‘Make You High’ porównuje muzykę do narkotyku, bo tak samo łatwo się od niej uzależnić. Wsłuchaj się w moje teksty, wtedy naprawdę mnie poznasz.

- Twoja płyta nosi tytuł ‘Green Eyed Soul’ (‘Zielonooki Soul’). Możesz to wyjaśnić?

- Dawno temu w Ameryce muzyka soul wykonywana przez białych nazywana była “niebieskookim soul”. Od kiedy pamiętam, ludzie zawsze wątpili, że w Niemczech – w dodatku biała artystka – może nagrać prawdziwy album soulowy. A jednak się udało! Ta historia zawsze będzie mi przypominać o długiej drodze do celu. A że mam zielone, a nie niebieskie oczy, to tylko dodało oryginalności tytułowi.

- Znasz historię amerykańskiego soulu, świetnie mówisz po angielsku, a urodziłaś się i mieszkasz w Niemczech.

- Tak, ale połowa mojej rodziny mieszka w Ameryce. Ja sama jestem pół Amerykanką, pół Niemką. Mój dziadek pochodził z Nowego Orleanu, a to ważne miasto w historii muzyki. Może to on przekazał mi do niej swoją miłość?! Nie pamiętam, kiedy zaczęłam śpiewać, ale wiem, że w moim domu zawsze można było usłyszeć STEVIEGO WONDERA, ARETHE FRANKLIN czy BILLA BERRY’EGO.

- Czyli CONNOR to twoje prawdziwe nazwisko?

- Nie, to pseudonim, ale mam też swoje amerykańskie nazwisko. Nie chcę go jednak używać, bo moja rodzina chce się trzymać z dala od show-biznesu. Na początku zastanawiałam się, czy nie wybrać innego pseudonimu, ale CONNOR wydało mi się silnym i najbardziej pasującym nazwiskiem.

- Masz 21 lat, pochodzisz z małego miasteczka w okolicach Bremy. Jak twoi sąsiedzi reagują widząc cię na teledyskach w łóżku z TQ albo lubieżnie ocierającą się o ścianę? Podejrzewam, że dla nich jesteś cały czas jeszcze ich “malutką SARĄ”?!

- Są ze mnie dumni. Faktycznie, w moim miasteczku każdy wie wszystko o każdym, ludzie bardzo dobrze się znają. Po tym jak ukazał się mój pierwszy singiel byłam prawie cały czas w podróży i kiedy po jakimś czasie wpadłam na chwilę do domu, nie mogłam uwierzyć, jak bardzo zmienił się ich stosunek do mojej osoby. Idąc ulicą, co chwilę widziałam za sobą sznureczek dzieci, w kawiarni nie mogłam normalnie rozmawiać ze znajomymi, bo co 10 sekund ktoś przychodził i prosił mnie o autograf. Doszło do tego, że siedziałam w domu i tylko zapraszałam do siebie przyjaciół, bo inaczej takie spotkania były w ogóle niemożliwe! Sława jest fajna, ale do czasu. Jedynie ludzie, którzy znają mnie od lat zachowują się normalnie, choć czasem i tak żartują sobie “widziałem twój nowy klip, aaaale wyglądałaś!”. I z jednej strony im się nie dziwię – do tej pory nie koniecznie mieli okazję widzieć mnie w stringach czy obściskującą się w łóżku z obcym facetem. Ale przyznam ci się, że nie spotkałam jeszcze negatywnych reakcji na swój temat.

- Czy tak jak każda mała dziewczynka, marzyłaś kiedyś żeby być tak popularna?

- Nigdy nie zależało mi na popularności samej w sobie. Zawsze ważniejsze dla było, czy komuś podoba się moja muzyka, niż to co o mnie sądzi. Odczuwam coś w rodzaju misji, żeby udostępnić swoją twórczość jak największemu gronu słuchaczy. To muzyka jest najważniejsza. W dzisiejszych czasach podpisanie kontaktu z wytwórnią płytową nie jest wcale takie trudne – wystarczy pojawić się w Big Brotherze i po wyjściu już czeka na ciebie kontrakt gotowy do podpisania. Ale w ten sposób promuje się ludzi, których w żaden sposób nie można nazwać artystami. To jest właśnie najsmutniejsze. Ja czuję się artystką i sama najlepiej wiem, ile pracy włożyłam w to, żeby być dzisiaj tym, kim jestem. Nie gwiazdą, ale artystką. Gwiazdą jest dla mnie TONI BRAXTON czy WHITNEY HOUSTON, osoby które mimo odniesionego sukcesu potrafią udowodnić swoją klasę.

- Opowiadasz o różnych sytuacjach, jakie spotkały cię w wyniku twojej popularności. Ale kiedy po raz pierwszy pomyślałaś sobie “O rety, faktycznie jestem znana!”?

- To było chyba podczas mojego pierwszego występu na żywo. Wiedziałam, że singiel ‘Let’s Get Back…’ zdobywa już listy przebojów, ale tak naprawdę cały czas zastanawiałam się, czy ktokolwiek przyjdzie mnie zobaczyć. W dodatku dowiedziałam się, że mam być gwiazdą wieczoru! Jednak na scenie okazało się, że publiczność widząc mnie naprawdę szalała z radości. Po występie musiałam szybko uciekać do samochodu, bo wszędzie dookoła mnie ludzie bili brawo, wołali moje imię a nawet płakali! Zupełnie nie rozumiałam o co chodzi, wpadłam w panikę, aż dopiero po paru godzinach w hotelu uświadomiłam sobie “Wow, oni mnie chyba naprawdę lubią!”

- Nie sądzę, żeby nawet TONI BRAXTON spotykała się z takim uwielbieniem każdego dnia…

- Poza sceną staram się jednak normalnie egzystować. Idąc na zakupy zakładam ciemne okulary, czapeczkę baseballową i w zasadzie jestem nie do rozpoznania. Chociaż i tak zdarza się, że stojąc w supermarkecie, kupując chleb czy mleko słyszę z tyłu szeptanie ‘Zobacz, SARAH CONNOR!’. Nie da się tego nie zauważać, ale staram się z tym żyć. Popularność potrafi czasami zaskoczyć cię też bardzo pozytywnie – kiedy miałam urodziny, całkiem obcy ludzie składali mi na ulicy życzenia. Doszło do tego, że w moim rodzinnym mieście lokalna gazeta już na pierwszej stronie instruowała – “Jeżeli zobaczysz dzisiaj SARAH CONNOR, koniecznie złóż jej życzenia urodzinowe!”. To dopiero było zaskoczenie. Sława daje się we znali szczególnie wtedy kiedy nasz zły dzień, albo nie czujesz się dobrze. Parę tygodni temu ciężko chorowałam, ale i tak musiałam wystąpić na imprezie, której nie dało się już odwołać. Musiałam udzielać wywiadów chociaż wcale nie miałam na to ochoty. A tymczasem dziennikarze spotykają cię nieraz tylko jeden jedyny raz i oczekują, żebym za każdym razem dawała z siebie wszystko. Też to rozumiem. Ale kiedy podczas któregoś wywiadu zdarzyło mi się ziewnąć, to następnego dnia notatka w prasie o mnie nie była zbyt przyjemna. Takie życie…

- Zmieńmy temat. Wideoklip do ‘Let’s Get Back To Bed – Boy!’ kręciliście w Kanadzie. Istnieje tam przepis, że alkohol publicznie mogą pić tylko osoby powyżej 21. roku życia. TQ był pewnie zdziwiony, że nie może cię jeszcze zabrać na piwo?!

- Faktycznie, wtedy nie miałam jeszcze 21 lat! Ale koniec zdjęć uczciliśmy lampką szampana. Na szczęście nie kręciliśmy tego w publicznym miejscu…

- … tylko w łóżku.

- (śmiech) Racja! Ale poważnie, jeżeli już piję jakiś alkohol, to zazwyczaj jest to tylko lampka wina do obiadu. Nie lubię publicznych imprez, jeżeli bawię się, to tylko w małym gronie przyjaciół.

- Powiedz, co trzeba zrobić, żeby wystąpić w duecie z TQ?

- Wysłałam mu list i załączyłam do niego płytę z paroma piosenkami. Marzyłam, żeby ze mną wystąpił, ale szczerze mówiąc nie wierzyłam, że to się uda. A on nie dość, że się zgodził, to jeszcze osobiście do mnie zadzwonił. Długo nie wierzyłam że naprawdę z nim rozmawiałam i dopiero kiedy po raz pierwszy spotkaliśmy się na planie klipu dotarło do mnie: “to prawda!”. Okazał się przesympatycznym człowiekiem. Zaryzykowałam i się udało.

- Kto był twoim pierwszym fanem?

- Moja mama. I mój manager, choć jego trudno nazwać fanem. To przyjaciel i jednocześnie osoba która wspiera mnie już od lat. I chyba także starzy znajomi, którzy wysyłają mi teraz SMS-y: “Cześć SARAH, jestem twoim największym fanem, kiedy mnie wreszcie odwiedzisz?”!

- Młode dziewczyny często marzą o karierze znanej wokalistki. O czym marzy młoda dziewczyna, która jest już znaną wokalistką?

- Jak już mówiłam, że swoją muzyką chcę dotrzeć do tylu ludzi, do ilu to tylko możliwe. Chcę ich uszczęśliwiać. Głos jest takim samym darem jak talent do grania na instrumentach, też niesie ze sobą jakąś misję. Chcę także poznać tajniki produkowania utworów w studio, zawsze bardzo ciekawiło mnie co gdzie i do czego służy. Chcę się uczyć, uczyć i uczyć!

- Hmm… nie wspomniałaś o domu z basenem?!

- (śmiech) No dobra, może później. Ale to nie może być twój nadrzędny cel w życiu! Załóżmy, że kupujesz sobie wreszcie wymarzony dom z basenem. I co, ile możesz się w tym basenie kąpać?! Bardziej zależy mi, żeby w przyszłości założyć rodzinę. Mieć dzieci, a potem wnuki.

- Na co wydałaś pierwsze zarobione pieniądze?

- Pewnie na kolejną parę okularów słonecznych. Zbieram okulary słoneczne, ale w praktyce ciągle mam tylko jedną parę, bo poprzednią chwilę temu zgubiłam. A pierwsze pieniądze… dostałam je chyba od babci i zaraz pobiegłam kupić słodycze.

- Podobno jesteś wielką fanką MICHAELA JACKSONA i miałaś nawet okazję z nim pracować?

- Tak, śpiewałam w chórkach podczas jego dwóch występów w Niemczech w 1997 roku. Przed występem podszedł do nas, każdemu uścisnął rękę i jedyne, co potrafiłam z siebie wyksztusić kiedy rzuciłam mu się na szyję to “MICHAEL, I love you!”. Pamiętam, że popatrzył mi wtedy głęboko w oczy i przez chwile czułam się zahipnotyzowana tym spojrzeniem. Nie obchodzi mnie ile miał operacji plastycznych, czy jest gejem itd. Liczy się tylko muzyka, a na niej wychowywałam się przez lata. Ona też miała duży wpływ na moją twórczość.

- Jaka była najmilsza reakcja, jaką kiedykolwiek zgotowali ci wielbiciele?

- Dostaje wiele przesympatycznych listów.

- Spotykasz się też z dowodami zazdrości?

- To nieuniknione, zwłaszcza jeżeli jesteś postacią kontrowersyjną. Po dwóch pierwszych singlach, jakie nagrałam, ludzie uważają mnie za osobę, która lubi prowokować. Mają trochę mylny obraz mojej osoby. Ale trudno. Dla mnie najważniejsze są takie opinie jak np. list matki, której mąż umarł i której dzieci dopiero przy moich piosenkach odzyskały radość życia. Kiedyś napisał do mnie pewien chłopak” “Wczorajszej nocy towarzyszyłaś mi na randce z moją narzeczoną”. Odpisałam mu: “No nieźle, nawet nie podejrzewałam, że wczorajszej nocy byłam na randce!”